Usługi hydrauliczne

Zauważyłem, że zmienia się niekorzystna tendencja na rynku rzemieślników. Coraz więcej młodych osób, zauważa, że lepiej być dobrym fachowcem w swoim zawodzie, niż zdobyć tytuł magistra na byle jakich studiach. Tak właśnie jest z zawodem hydraulika, gdzie wzrasta ilość zakładów oferujących naprawy instalacji sanitarnych i grzewczych. Jednym z takich nowych zakładów jest legnicki "Po ręką" http://www.podręką.pl. Poza usługami hydraulicznymi wykonuje także zabudowy tarasów i balkonów oraz montaż okien, drzwi i bram garażowych.

Mieszkała w starej przyczepie z Bette, siostrą przyrodnią, przy żwirowej drodze w zabitym deskami zakątku Bowmore, zwanym Pine Grove. Inne przyczepy stały rozsiane wzdłuż nieutwardzonych ulic. Większość pordzewiałych, poobijanych samochodów i terenówek parkujących przy przyczepach miała po kilkadziesiąt lat. Było tam kilka domów jako tako zakotwiczonych na płaskich kamieniach piętnaście lat temu, ale one też mocno się postarzały i nosiły wyraźne ślady zaniedbania. W Bowmore niewiele było pracy, jeszcze mniej w Pine Grove i szybki spacer ulicami miasteczka przygnębiłby każdego gościa. Nowina przybyła przed Jeannette i mały tłumek zgromadził się w okolicy jej domu. Było bardzo zimno i trzeba było włączyć ogrzewanie, aby zrobiło się ciepło w mieszkaniu. Krewni położyli umęczoną kobietę do łóżka, potem usiedli w ciasnym saloniku, szeptali o wyroku i zastanawiali się, co to wszystko mogło znaczyć. Czterdzieści jeden milionów dolarów? Jak to wpłynie na inne pozwy? Czy Krane zostanie zmuszone do posprzątania po sobie całego bałaganu? Kiedy ona zobaczy choć część tych pieniędzy? Próbowali raczej nie omawiać tej ostatniej kwestii, ale zdominowała ich myśli. Przybyli kolejni przyjaciele i tłumek wysypał się z saloniku na chwiejny drewniany taras. Postawili na nim składane fotele i rozmawiali w chłodzie wczesnego wieczoru. Pili wodę z butelek i napoje bezalkoholowe. Dla cierpiących od dawna ludzi było to słodkie zwycięstwo. Wreszcie wygrali. Cokolwiek. Zadali cios Krane, spółce, której nienawidzili każdą cząstką duszy, i wreszcie zemsta sięgnęła celu. Może los się odwrócił i ktoś wreszcie ich wysłuchał. Rozmawiali o prawnikach, zeznaniach, Agencji Ochrony Środowiska, najnowszych raportach toksykologicznych i geologicznych. Chociaż nie byli wykształceni, biegle posługiwali się żargonem opisującym toksyczne odpady, skażenie wód podskórnych i zmiany nowotworowe. Żyli w koszmarze. Jeannette leżała w ciemnej sypialni. Nie spała, przysłuchiwała się stłumionej rozmowie. Czuła się bezpieczna. To byli swoi ludzie, jej przyjaciele, rodzina i bracia w nieszczęściu. Bliskie więzy, wspólne cierpienie. Jeśli kiedykolwiek zobaczy choć centa, podzieli się nim. Patrzyła na ciemny sufit, werdykt nie rzucił jej na kolana. Ulga, że ciężka próba, czyli proces, dobiegła końca, przeważała nad radością zwycięstwa. Jeannette chciała spać przez tydzień i obudzić się w zupełnie nowym świecie, z rodziną, w której wszyscy byliby szczęśliwi i zdrowi. Ale po raz pierwszy, odkąd usłyszała werdykt, pytała siebie, co właściwie mogłaby kupić za to odszkodowanie. Godność. Godne miejsce, żeby w nim mieszkać, i godną pracę. Oczywiście gdzieś indziej. „Wyprowadziłaby się z Bowmore i hrabstwa Cary z jego zatrutymi rzekami, strumieniami i warstwą wodonośną. Ale niedaleko, bo wszyscy, których kochała, mieszkali w okolicy. Marzyła jednak o nowym życiu, w nowym domu z czystą bieżącą wodą, która nie śmierdzi i nie plami, nie wywołuje choroby i śmierci. Usłyszała, jak trzaskają drzwi kolejnego samochodu. Była wdzięczna przyjaciołom. Może powinna przyczesać włosy i iść się przywitać. Weszła do malutkiej łazienki obok łóżka, włączyła światło, odkręciła kurek nad umywalką, potem usiadła na brzegu wanny i patrzyła na strumień szarawej wody spływający na ciemne plamy muszli ze sztucznej porcelany.

Nadawała się tylko do spłukiwania ludzkich odchodów. Stacja pomp, która dostarczała wodę, należała do miasta Bowmore i samo miasto zabroniło picia jego własnej wody. Trzy lata wcześniej rada przyjęła uchwałę wzywającą obywateli, żeby używali tej wody tylko do spłukiwania. Tablice ostrzegawcze zawieszono w każdej publicznej toalecie. „Woda nie nadaje się do picia. Rada miasta”. Czystą wodę dowożono z Hattiesburga, a w każdym domu w Bowmore, ruchomym i na fundamentach, był dwudziestolitrowy zbiornik z dozownikiem. Ci, których było na to stać, mieli czterystalitrowe zbiorniki zainstalowane na palach, przy werandzie, z tyłu domu. A najładniejsze domy miały cysterny na wodę deszczową. Woda była codziennym wyzwaniem w Bowmore. Nad każdym jej kubkiem debatowano, korzystano z niej oszczędnie, bo dostawy były niepewne. A każda kropla, która wpływała do ludzkiego ciała albo miała z nim kontakt, pochodziła z butelki, ze sprawdzonego i opatrzonego certyfikatem źródła. Picie i gotowanie było łatwe w porównaniu z kąpaniem się i sprzątaniem. Wszyscy lubili korzystać z toalety i dlatego wezwano pogotowie kanalizacyjne. Utrzymywanie higieny przypominało bitwę i większość kobiet w Bowmore obcięła włosy na krótko. Woda stała się legendą. Dziesięć lat wcześniej miasto zainstalowało system irygacyjny dla młodzieżowego boiska do bejsbolu, a trawa zbrązowiała i uschła. Miejski basen został zamknięty, bo kiedy konsultant postanowił dodać chloru, woda zrobiła się słona i zaczęła cuchnąć jak dół kloaczny. Kiedy płonął kościół metodystyczny, strażacy zdali sobie sprawę podczas przegrywanej batalii, że woda pompowana z niefiltrowanych zapasów działa jak środek zapalający. Od wielu lat mieszkańcy Bowmore podejrzewali, że to właśnie woda powoduje, iż po paru myciach pęka lakier na samochodach. A my piliśmy to przez lata, powiedziała do siebie Jeannette. Piliśmy, kiedy zaczynała śmierdzieć. Piliśmy, kiedy zmieniła kolor. Piliśmy, rozpaczliwie skarżąc się radzie miejskiej. Piliśmy, kiedy ją sprawdzono i miasto zapewniło nas, że jest w porządku. Piliśmy ją po przegotowaniu, pewni, że wysoka temperatura zabije truciznę. A kiedy przestaliśmy ją pić, braliśmy prysznice, kąpaliśmy się w niej, wdychaliśmy parę wodną. A co mieliśmy robić? Zbierać się przy studni co rano jak starożytni Egipcjanie i dostarczać ją do domu w dzbanach niesionych na głowie? Kopać studnie, po dwa tysiące dolarów od odwiertu i znajdować tę samą wstrętną mieszankę, którą znajdowało miasto? Przywozić wodę w wiadrach z Hattiesburga? Jakby słyszała te zaprzeczenia - te sprzed lat, kiedy eksperci pokazywali wykresy i prowadzili wykłady dla rady miejskiej i mieszkańców stłoczonych w sali konferencyjnej. Powtarzali w kółko, że woda została sprawdzona i jest wprost doskonała, jeśli ją odpowiednio oczyścić dużymi porcjami chloru. Jakby słyszała tych zakłamanych specjalistów, których Krane Chemical przysłał na proces. Powiedzieli ławie przysięgłych, że owszem, przez te lata mogły się zdarzyć małe „wycieki” z fabryki w Bowmore, ale to nie powód do zmartwień, bo bichloronylen i inne „niepożądane” substancje zostały wchłonięte przez glebę i spłukane przez podziemny strumień, który nie stanowił najmniejszego zagrożenia dla wody pitnej używanej w mieście. Słyszała rządowych naukowców z ich wyniosłym słownictwem, jak raczą przemawiać do ludzi i zapewniać ich, że woda, której zapach ledwie można było wytrzymać, doskonale nadaje się do picia. Zewsząd zaprzeczenia, a liczba zgonów wzrastała. W Bowmore rak atakował wszędzie, na każdej ulicy, prawie w każdej rodzinie. Czterokrotna średnia krajowa. Potem sześciokrotna, dziesięciokrotna. Podczas procesu ekspert wynajęty przez Paytonów wyjaśniał przysięgłym, że na obszarze geograficznym objętym granicami miasta Bowmore liczba przypadków raka przewyższała piętnastokrotnie średnią krajową. Tyle było tego raka, że poddawali ich badaniom wszelkiego rodzaju prywatni i sponsorowani przez stan naukowcy. Termin „skupisko rakowe” stał się w mieście powszechnie znany. Bowmore było radioaktywne. Jakiś zmyślny dziennikarz ochrzcił hrabstwo Cary mianem hrabstwa Raka i ta nazwa przywarła do nich. Hrabstwo Raka. Woda stała się zmorą Izby Handlowej Bowmore. Gospodarka stanęła i miasto zaczęło gwałtownie się kurczyć.

Dochodzi ósma. Powinnam zrobić się na bóstwo. Zaraz przyjdzie z wizytą doktor Wszystkobędziedobrze. Chociaż, daruję sobie dzisiaj makijaż, znamy się tak długo, praktycznie od samego końca. Nic się nie stanie jak zastanie mnie w papilotach. Przed przyjaciółmi nie trzeba grać, zakładać maski. Można sobie pozwolić na naturalność. Doktor jest doktorem, znawcą kobiecego ciała, ba, wręcz koneserem. A do tego piekielnie przystojnym facetem dobrze znającym się na kanalizacji i jest hydraulikiem z powołania i godnym zaufania. I wiem, że na pewno naprawi mi też centralne ogrzewanie w całym domu. Już pierwszego dnia, gdy poznaliśmy się powiedział: "Taka piękna kobieta, a ma zimno w domu". Tak właśnie powiedział. I to na głos, przy wszystkich. Miał tylko wielki smutek w głosie, jakby się tym martwił. Czym tu się martwić? Jestem piękną kobietą i nikomu nic do tego. Doktorze, wyluzuj.

Idzie, idzie, idzie. Zamyka drzwi do piątki, siedem kroków pod moje drzwi, poprawia włosy, teraz tylko cztery kroki, uśmiech. Dzień dobry, dzień dobry, jak się dzisiaj czujemy? Dziękuję, a pan? Tak, wiem, wszystko będzie dobrze. Miło się znowu zobaczyć, prawda? Oczywiście, doskonale się czuję. Nie, nic mi nie dolega. Wszystko w najlepszym porządku. Dobrze, już nic nie mówię, cicho sza. Serce jak u szesnastolatki. Mówiłam panu, doktorze, że czuję się doskonale. Podwyższonej temperatury też nie mam, ale niech pan sprawdzi. Lubię, gdy dotyka pan mojego czoła. Ma pan takie delikatne dłonie. Dlaczego pan mi się tak przygląda? Tusz mi się rozmazał? Nie. Aha, rozumiem, jestem taka ładna. Proszę, niech pan patrzy do woli. Zauważył pan, że schudłam ostatnio? Zauważył pan, to się cieszę. Nie, nie ważyłam się ostatnio, ale myślę, że co najmniej siedem, osiem kilo. Aż sama się zdziwiłam. Nie, nie ćwiczę, żadnej specjalnej diety. No, może trochę mniej słodyczy. I praktycznie bez żadnych starań wróciłam do wagi sprzed pierwszej ciąży. Bardzo się cieszę. Zaczynał mnie denerwować ten tłuszczyk w biodrach i na brzuchu, a tu proszę : nie ma. Ale dość o mnie, co tam u pana, w porządku? To świetnie. Jakieś nowe zdobycze, drobny flircik? Przecież mnie może pan powiedzieć. Wie pan, że w tych sprawach milczę jak grób. Proszę, niech pan powie. Przecież widzę, że coś się dzieje. Ta nowa pielęgniarka? Ruda? W końcu pan to z siebie wydusił. Świetny wybór. Tak myślałam, że zwróci pan na nią uwagę. Pasujecie do siebie. No nie, wcale nie kpię z pana. Naprawdę pasujecie do siebie. Jak to pan nie wie, czy się w to angażować?

A, tu jest pies pogrzebany. Pani doktor z chirurgii. Myślę, że spokojnie może pan ciągnąć na dwa fronty, oczywiście dopóki pana to bawi. Ale dyskretnie. śadna z nas nie lubi być tą drugą. A za jakiś czas proponuję ochłodzić stosunki z panią chirurg. Nie to, żeby zrywać raptownie, tylko powoli, ostrożnie, z wyczuciem. Gwałtowne rozstania wywołują histerię. Zresztą, co ja tu będę panu i tak dalej. Wie pan, o co chodzi. Bez ostrych cięć. Tylko bez ostrych cięć. A tak przy okazji, jak tam żona, dzieci, w porządku? To dobrze. Córeczka radzi sobie w przedszkolu? Ha, ha, dzieci to mają pomysły. Moja Marysia też miała z tym kłopoty. Ale to tylko kwestia czasu. Wmawiamy naszym pociechom, że są takie wyjątkowe, jedyne, a tu nagle szok. Asymilacja społeczna, mówi pan. Wszystko będzie dobrze, doktorze. Gdzie się państwo wybieracie na wczasy w tym roku? Żona nalega znów na Grecję. Kreta. Świetny pomysł.

Tak, byłam tam, urocza wyspa na której bardzo brakowało fachowców z brańzy rzemieślniczej. Promocje na usługi hydrauliczne na wysokim poziomie, praktycznie nie istniały, wszędzie było zimno, a ogrzewanie miał tylko burmistrz. Tak, w sierpniu może być trochę za gorąco, ale co będzie w zimie, szczególnie dla dzieci. Wrzesień jest optymalny. Szkoła? Niech pan nie przesadza, doktorze. Nic się nie stanie, jeśli syn opuści kilka dni nauki. Zdolny jest chłopak, szybko nadrobi. Sam pan mówił, że za mało poświęca mu pan czasu. Będzie okazja, by to nadrobić. Zabierze go pan o świcie na ryby, nauczy prowadzić samochód. Chłopak będzie pamiętał to do końca życia. Wchodzi już w wiek dorastania. To ostatnia chwila by nawiązał pan z nim dobry kontakt. Wie pan, nie relacja ojciec – syn, ale kumpel – kumpel. Za rok, dwa może być za późno. Dobrze, gdy będzie miał dobre wspomnienia z dzieciństwa. To mu bardzo pomoże przetrwać burzę hormonów. Tak, to już pora na męskie rozmowy. Pan tak wiele wie o kobietach. Trochę tej wiedzy mógłby pan mu już przekazać. Oczywiście, że potem będzie się uczył na własnych błędach. Ale tyle teraz czyha pokus na młodych mężczyzn. Lepiej żeby miał w panu oparcie. A wieczorami, gdy dzieci pójdą spać ... Oczywiście, że żona na to właśnie czeka. Spacer plażą przy blasku księżyca, romantyczna kolacja tylko we dwoje. Nie, na pewno nie będzie nudno. Jest jej pan to winien, przynajmniej raz w roku. Co ona właściwie ma z tego życia. Praca w domu, to wcale nie takie proste. Nawet nie zdaje pan sobie sprawy, ile uwagi i wysiłku wymagają dzieci. A przecież jest jeszcze pan. No i co z tego, że jest gosposia. I tak trzeba wszystko zaplanować, dopilnować.