O naszej Pracownii

Pobawimy się w chowanego? Albo nie, lepiej w ganianego. Zaklepywanki są przy tamtym drzewie i na kładce. Dobra. Ja zaczynam, wy gonicie. Już! Ha, ha! Wcale mnie nie masz, zaklepywanka - niedotykanka! Ha, ha! Wcale nie oszukuję! Ha, ha! Teraz Dominika. Marek! Łap ją, biegnij, szybciej!

Nasza Misja

Na liście wypracowanej przez prawników było sześć pytań i jeśli ława przysięgłych odpowie „tak” na pytanie numer pięć, to świat oszaleje. Sędzia Harrison dotarł do tego punktu, odczytywał go powoli, odchrząkiwał, przyglądał się odpowiedzi. I wtedy ujawnił swoją słabostkę. Zrobił to z uśmiechem. Spojrzał kilka centymetrów nad trzymaną przez siebie kartką, tuż nad tanimi okularami do czytania, tkwiącymi mu na nosie. Patrzył na Wesa Paytona. Uśmiech był cienki, porozumiewawczy, ale i tak pełen rozkosznego zadowolenia. - Pytanie numer pięć: czy na podstawie przewagi dowodów uznaliście, że działania Krane Chemical były albo umyślne, albo wynikające z rażącego zaniedbania i usprawiedliwiają nałożenie odszkodowania retorsyjnego za straty? Odpowiedź: tak. Mary Grace przestała pisać i nad chwiejącą się głową klientki popatrzyła na męża. Przyglądał się jej bez mrugnięcia. Wygrali i samo to wystarczało, żeby wpaść w euforię. Ale jak wielkie było ich zwycięstwo? W tym decydującym ułamku sekundy oboje zdali sobie sprawę, że było miażdżące. - Pytanie numer sześć: ile wynosi odszkodowanie retorsyjne? Odpowiedź: trzydzieści osiem milionów dolarów. Rozległy się posapywania, pokasływania, ciche gwizdnięcia, gdy fala uderzeniowa rozchodziła się po sali sądowej. Jared Kurtin i jego banda pracowicie zapisywali wszystko i próbowali udawać, że nie przejmują się wybuchem bomby. Grube ryby od Krane, w pierwszym rzędzie, próbowały odzyskać równowagę i oddychać normalnie. Większość z nich patrzyła na przysięgłych z nienawiścią. Do głowy przychodziły im złe myśli o ignorantach, małomiasteczkowej głupocie i temu podobne. Państwo Paytonowie znów objęli klientkę przytłoczoną samym ciężarem werdyktu, która budząc litość, próbowała wyprostować się na krześle. Wes szeptał Jeannette słowa otuchy, a w myśli powtarzał liczbę, którą właśnie usłyszał. Jakoś udało mu się zachować poważny wyraz twarzy i uniknąć głupkowatego uśmiechu. Hufry, bankier, przestał obgryzać paznokcie. W ciągu niecałych trzydziestu sekund przebył drogę od zbankrutowanego byłego wiceprezesa w niełasce do wschodzącej gwiazdy z widokami na większe zarobki i większy gabinet. Poczuł się nawet mądrzejszy. Och, jakie wspaniałe wejście do bankowej sali narad zaplanuje sobie na rano. Sędzia kontynuował formalności i dziękował przysięgłym, ale Huffy'ego nic to nie obchodziło. Usłyszał to, co chciał. Przysięgli wstali i wyszli gęsiego, a wuj Joe trzymał przed nimi otwarte drzwi i kiwał głową z aprobatą. Później powiedział żonie, że przewidywał taki werdykt, chociaż ona sobie tego nie przypominała. Twierdził, że nie pomylił się co do werdyktu od wielu dziesięcioleci, odkąd pracował jako woźny sądowy. Kiedy przysięgli wyszli, wstał Jared Kurtin i z całkowitym spokojem wytrajkotał zastrzeżenia, do których sędzia Harrison odniósł się z ogromnym współczuciem, należnym przegranemu. Mary Grace nie zareagowała. Mary Grace nic to nie obchodziło. Dostała, co chciała. Wes myślał o czterdziestu jeden milionach i tłumił emocje. Firma przetrwa, podobnie jak ich małżeństwo, reputacja, wszystko. - Sprawa zakończona - oświadczył wreszcie sędzia Harrisom i tłum wypadł pędem z sali sądowej. Wszyscy chwytali za telefony komórkowe. Pan Trudeau nadal stał przy oknie, patrzył na ostatnie promienie słońca zachodzącego nad New Jersey. Stu, jego asystent, odebrał telefon po drugiej stronie gabinetu. Zrobił kilka kroków, zanim odważył się przekazać nowiny. - Sir, to z Hattiesburga. Trzy miliony odszkodowania za straty i trzydzieści osiem odszkodowania retorsyjnego. Szef lekko się przygarbił, sapnął ze zdenerwowania i zaczął kląć pod nosem. Odwrócił się z trudem i spojrzał gniewnie na asystenta, jakby miał zamiar go zastrzelić za złe wiadomości. - Jesteś pewien, że dobrze usłyszałeś? - zapytał, a zrozpaczony Stu żałował, że się nie pomylił. - Tak, proszę pana. Otworzyły się drzwi. Wpadł zdyszany Bobby Ratzlaff Wstrząśnięty i wystraszony szukał pana Trudeau. Ratzlaff, szef prawników firmy, jako pierwszy może położyć głowę pod topór. Już teraz się pocił. - Masz pięć minut, żeby zebrać tu swoich chłopaków! - ryknął Trudeau i znów odwrócił się do okna. Konferencja prasowa odbyła się na parterze gmachu sądu. Wes i Mary Grace, w dwóch małych grupkach, cierpliwie gawędzili z reporterami. Oboje dawali te same odpowiedzi i dostawali te same pytania. Nie, werdykt nie był rekordem dla stanu Missisipi. Tak, uważają, że jest sprawiedliwy. Nie, nie oczekiwali tego, w każdym razie nie tak wielkiego odszkodowania. Z pewnością, będzie apelacja. Wes miał dużo szacunku dla Jareda Kurtina, ale nie dla jego klienta. Ich firma reprezentuje obecnie trzydzieścioro innych powodów, którzy pozywają Krane Chemicals. Nie, nie spodziewają się ugody w tych sprawach. Tak, są zmęczeni. Po pół godzinie wreszcie wyrwali się i pod rękę wyszli z Sądu Okręgowego Hrabstwa Forest, każde niosąc ciężką teczkę. Sfotografowano ich, jak wsiadają do samochodu i odjeżdżają. Byli sami, milczeli. Cztery przecznice, pięć, sześć. Minęło dziesięć minut bez jednego słowa. Samochód, poobijany ford taurus z milionem kilometrów na liczniku, przynajmniej jedną łysą oponą, z nieustannym rzężeniem zacinającego się tłoka jechał ulicami przy uniwersytecie. Wes odezwał się pierwszy. - Ile to jest jedna trzecia z czterdziestu jeden milionów? - Nawet o tym nie myśl. - Wcale o tym nie myślę. Tak sobie żartuję. - Jedź. - Jakieś konkretne miejsce? - Nie. Samochód dotarł na przedmieścia, jechał donikąd, a na pewno nie z powrotem do biura. Zatrzymali się daleko od okolicy, w której mieli kiedyś ładny domek. Rzeczywistość powoli wracała, drętwota ustępowała. Pozew, który niechętnie złożyli cztery lata wcześniej, teraz doczekał się dramatycznego rozstrzygnięcia. Skończył się męczący maraton, ale chociaż odnieśli tymczasowe zwycięstwo, koszty okazały się ogromne. Rany krwawiły, blizny odniesione w boju nadal były świeże. Wskaźnik zawartości baku wskazywał mniej niż jedną czwartą. Jeszcze dwa lata wcześniej Wes prawie nie zwróciłby na coś takiego uwagi. Teraz była to o wiele poważniejsza sprawa. Wtedy jeździł bmw - Mary Grace miała jaguara - i kiedy chciał zatankować, po prostu podjeżdżał na stację i płacił kartą kredytową. Nie przeglądał rachunków; zajmowała się nimi księgowa. Teraz kart kredytowych nie było, nie było bmw i jaguara, a ta sama księgowa pracowała za połowę wynagrodzenia i oszczędnie wydzielała dolary, żeby uchronić kancelarię Paytonów przed pójściem na dno.

Panowie, odetnijcie te drzwi do końca, bo się nie mogę do niej dostać. Czy pani mnie słyszy? Widzę, że jesteś przytomna, dziewczyno. Daj jakiś znak. Cholera, to chyba kręgosłup. Na 17 trzy przenosimy, ale ostrożnie, jak z jajkiem. Raz, dwa, trzy. Dobra, panie Janku, jedziemy do Akademii, ile fabryka dała, tylko niech pan omija dziury na Kartuskiej.

Nie, mamo, nie śpię. Przymknęłam tylko oczy na chwilę. Takie ostre światło dzisiaj. A, wiesz, w tamtym tygodniu odwiedził mnie tato. Nie spytasz co u niego? No tak, nie interesuje cię to. Widzę, że nigdy mu nie wybaczysz. Najtrudniej wybaczyć komuś własne błędy. Nie, to wcale nieprawda, że zawsze trzymam jego stronę. O właśnie, i tu był twój podstawowy błąd. Zawsze traktowałaś swoje małżeństwo jak jakąś niezrozumiałą dla mnie rozgrywkę. On i ty, strony w grze. I oczywiście ty zawsze musiałaś mieć rację. Tak, mówię o tobie. Co, źle? Przecież to twój ulubiony temat. Nie dałaś wam szansy. Zniszczyłaś meble dla dzieci, co prawdopodobnie już nigdy ci się nie zdarzy. Mamo, wasze małżeństwo zaczęło się rozpadać, zanim wysechł na dobre atrament na akcie ślubu. Wiem, że mnie tam nie było, ale pamiętam co działo się potem. Rzeczywiście, nie było tak źle, było jeszcze gorzej. Zastanawiam się, czy ty go w ogóle kiedykolwiek kochałaś. Właściwie, co jest gorsze: przestać kochać, czy nigdy nie zacząć? Właśnie, że mam rację. To, że tato odszedł od ciebie, to wyłącznie twoja wina. Zapracowałaś sobie na to uczciwie. I przestań w końcu mówić na żonę ojca „ta kurwa”. Ona na to nie zasługuje i ty dobrze o tym wiesz. Gdy odszedł od ciebie, nie znał jej jeszcze. A ja mam do niej szacunek. A wiesz dlaczego? Bo tato przy niej żyje.

Rozumiesz? Po prostu żyje. Widzę radość w jego oczach. Pani Krysia obudziła w nim coś, co uważał za martwe, a to tylko usnęło przy tobie. No nie, mamo, powinnaś czasami posłuchać uważnie tego, co mówisz. Naprawdę, powinnaś. Przecież jesteś inteligentną kobietą i dobrze wiesz, że nie chodziło tylko o seks. Też przeżyłam kilkanaście lat w małżeństwie i wiem, o czym mówię. Poza tym za dobrze znam tatę. To nie był główny powód jego odejścia. Wcale nie wymienił cię na nowszy model, chociaż w pewnym stopniu to też musiało zaważyć na jego decyzji. Dobrze pamiętam te wasze nocne kłótnie, trzaskanie drzwiami od sypialni i ojca śpiącego pod kocem na kanapie w salonie. Wtedy byłam za młoda i kompletnie nie rozumiałam, co się dzieje. Przerażaliście mnie. Byłam przecież tylko małą, nie rozumiejącą świata dziewczynką. Nie wiem, może to ta twoja katolicka mentalność. Miałaś poczucie winy, że może być ci dobrze? śe lepiej cierpieć i zadawać ból najbliższej ci osobie? śebyś przynajmniej rekompensowała mu te nieudane noce w dzień. Ale nie! Ty ciągle zachowywałaś się jakbyś miała okres, była krótko przed albo właśnie po. Nie, nie tylko to pamiętam z dzieciństwa. Były też fajne chwile, ale zazwyczaj było szaro, pobożnie i na pokaz. Manipulowałaś nami i ciągle nie wiem dlaczego. Ty chyba zawsze myślałaś tylko o sobie. Już sama nie wiem, czy powinnam ci o tym wszystkim mówić. Niech to diabli, znowu czuję się winna. Przez ciebie zawsze czuję się winna. Nawet nie masz pojęcia jak. Zresztą, gdyby spisać wszystko to, o czym nie masz pojęcia, powstałoby kilka grubych tomów. Tak, jestem złośliwa. Wiem o tym. Ale raz mi chyba wolno, jeden cholerny raz.

Jestem dorosłą kobietą, a zawsze gdy cię widzę, czuję się jak gówniara, która coś znowu spieprzyła. O Boże, mamo, ile ja nocy przez ciebie przepłakałam. Odkąd pamiętam, zawsze coś w twoich oczach robiłam nie tak, źle, na opak. Czy zdajesz sobie sprawę, ile razy powiedziałaś mi, że jestem głupia, zła, beznadziejna. śe jestem nic nie warta. śe skończę jako sprzątaczka z gromadą nieślubnych bachorów, bo przecież kto by wziął sobie za żonę takie nic jak ja. Moje rysunki były dla Ciebie tandetne, wypracowania koślawe, a oceny w szkole zawsze zbyt niskie. Piątki pomijałaś milczeniem, a za przypadkową trójkę potrafiłaś się nie odzywać cały dzień. Ty wiesz, jak ja się czułam? Jakżeż pragnęłam twojej akceptacji. Jakżeż pragnęłam, żebyś przynajmniej raz mi powiedziała: „Kocham Cię taką, jaka jesteś”. Szkoda, że nigdy nie powiedziałaś tych słów. I teraz znów Cię zawiodłam. Przepraszam. Tak bardzo Cię przepraszam.